19/11/2008 14:16
W jednym z wrześniowych komentarzy przeczytałem wypowiedź Pana Kamila: "Zgadzam się co do zasady z Pana postulatami. Martwi mnie jednak to, że każdy przed dojściem do władzy mówi podobnie: ładnie, mądrze etc.
Później zaczyna się odwracanie plecami od wyborców, myślenie wyłącznie o sobie i spijanie śmietanki. Taka jest rzeczywistość. Czy Pan jest inny? Ja osobiście w to nie wierzę...". To że Pan Kamil w to nie wierzy wcale mnie nie dziwi. Politycy III RP zdążyli nas przyzwyczaić i do nieufności i do niskich standardów. Coż - to właśnie jeden z powodów dla których zajmuję się polityką. Na scenie politycznej (i tej ogólnopolskiej ale również i lokalnej - samorządowej) brak jest liderów, osób zaangażowanych, myślących w kategoriach dobra wspólnego. Ten brak jest nie przypadkowy. Często zapominamy, że jest to efekt niszczenia Polskich elit intelektualnych przez długie lata, najpierw przez zaborców, potem przez zbrodnicze poczynania hitlerowskich Niemiec oraz komunistycznej Rosji. Innym powodem jest jest styk władzy (polityki) i dużych pieniędzy (wystarczy przypomnieć wybory w USA - i sumy jakimi operowały sztaby kandydatów). Jest to problem szerszy, wręcz europejski a nawet uniwersalny. "Mamona" to poważna pokusa. Jacy ludzie mogą tej pokusie przeciwstawić? Mówił na ten temat Benedykt XVI, który przyjął ostatnio na audiencji uczestników XXIII sesji plenarnej Papieskiej Rady ds. Świeckich. „Proszę zatem Papieską Rady ds. Świeckich, aby otoczyła troską duszpasterską formację, świadectwo i współpracę wiernych świeckich w najrozmaitszych sytuacjach, w których chodzi o autentyczną ludzką jakość życia w społeczeństwie. W szczególny sposób stwierdzam pilną konieczność ewangelicznej formacji i pasterskiej troski o nowe pokolenia katolików zaangażowanych w politykę. Powinni oni konsekwentnie wyznawać swą wiarę, posiadać surowe zasady moralne, zdolność oceny kulturowej, kompetencje zawodowe oraz zamiłowanie do służby na rzecz dobra wspólnego” - stwierdził Benedykt (źródło: XVI.http://ekai.pl/serwis/?MID=16759). Wiemy jaki powinien być polityk, teraz pozostaje trudna praca nad tym aby przekonać do takich kandydatów wyborców...
skomentuj (0)
10/11/2008 14:00
90 lat mija od odzyskania przez Polskę niepodlełości. Tym razem na blogu krótki fragment autorstwa Romana Dmowskiego. Jest to mową wygłoszona w Poznaniu dnia 28 czerwca 1929 roku podczas uroczystości obchodów dziesięciolecia traktatu wersalskiego.
ROMAN DMOWSKI
POLSKA JAKO WIELKIE PAŃSTWO
Odbudowanie państwa polskiego, zarówno dla szerokiej opinii, jak dla polityków i pisarzy politycznych wszystkich krajów, było na ogół faktem nieoczekiwanym. Było nim nawet dla wielu ludzi w naszym własnym społeczeństwie. Niejednemu wydawało się ono wprost niemożliwością. Nawet ci, którzy się uważali za bojowników niepodległości, śmieli dążyć często co najwyżej do urządzenia części ziem polskich we względnej samoistności pod zwierzchnictwem jednego z państw rozbiorczych.
Kamień, który przygniatał grób Polski, był zbyt ciężki, ażeby odosobniony wysiłek narodu naszego, choćby nawet największy, mógł go odwalić. Powstania nasze nie miały żadnych widoków zwycięstwa i w wynikach swoich dawały coraz większe ujarzmienie narodu.
Niewiara wszakże w zmartwychwstanie naszego państwa pochodziła z niedostatecznego zrozumienia historii. Wykreślenie tak wielkiego obszarem swym państwa z karty Europy, rozbiory Polski stały się możliwymi tylko skutkiem tego, że rozkład władzy państwowej w Rzeczypospolitej XVIII wieku doprowadził do całkowitego zaniku polityki zewnętrznej państwa. Polska przestała być czynną siłą w stosunkach międzynarodowych, przestała wywierać wpływ na układ tych stosunków zgodnie ze swoimi celami. Pozostała ona jedynie obiektem polityki państw innych, zmuszona była biernie patrzeć na powstawanie porozumień i sojuszów między tymi państwami, powiększających potęgę państw dla niej niebezpiecznych, a przygotowujących zgubę jej i jej naturalnym sojusznikom.
Całkowita bierność Polski na zewnątrz, tak krańcowo ujawniona podczas wojny siedmioletniej, pociągnęła za sobą niesłychanie doniosłe skutki, nie tylko dla niej samej, ale dla Europy i dla całego świata. Wynikiem jej było wyrośnięcie Prus na pierwszorzędną potęgę europejską, utrata przez Francję jej przewodniej roli w Europie oraz zniszczenie jej potęgi na oceanach, w Ameryce i w Indiach, wreszcie zniknięcie samej Rzeczypospolitej z mapy.
Jeżeli zniszczenie naszego państwa stało się możliwym tylko przez bezwład polityczny Rzeczypospolitej i wytworzenie w jego skutku związków między państwami, przygotowującymi nam zgubę - trzeba powiedzieć: zgubę państwa, bez możności zniszczenia narodu - to z tego nie wynikało, że państwo to nie może zmartwychwstać, nie może zjawić się na powrót jako państwo całkiem niezawisłe i że Polska nie może stać się na powrót potężnym czynnikiem położenia międzynarodowego. Z tego wynikało, że odbudowanie Polski istotnie niezawisłej, silnej, posiadającej wszystkie swoje ziemie, stanie się możliwe dopiero wtedy, kiedy rozwój stosunków międzynarodowych doprowadzi do rozluźnienia i w dalszym ciągu zerwania zgubnych dla nas związków między państwami, kiedy nowe interesy i nowe współzawodnictwa dadzą początek nowym sojuszom, przygotowującym nowe konflikty, w których strony przeciwne zaczną wygrywać sprawę polską i tem otworzą pole dla czynnej polityki polskiej. I stanie się ono możliwym dopiero wtedy, gdy naród polski zdobędzie się na powrót na swoją politykę zewnętrzną, to znaczy, kiedy w trudnych warunkach niewoli wyda organizację, która będzie zdolna działać na zewnątrz z ramienia narodu, w jego imieniu, a która będzie dość samodzielna w swej myśli politycznej, żeby nie dać się użyć za narzędzie żadnym obcym interesom, żeby służyć wyłącznie Polsce i jej celom.
Wytworzenie takiej organizacji stało się możliwym dzięki rozwojowi silnego ruchu narodowego w pokoleniach polskich końca zeszłego stulecia i dzięki wpływowi na ich psychikę życia w państwie nowoczesnym, choć obcym.
Wielkie, silne państwo polskie potrzebne jest nie tylko nam do naszego rozwoju narodowego, do urzeczywistnienia naszych celów i spełnienia naszych zadań. Niemniej jest ono potrzebne do utrwalenia pokoju, a z nim warunków wielkiej pracy cywilizacyjnej całej Europy.
skomentuj (0)