
Po pierwszej wygranej przez Mazury bitwie w plebiscycie na 7 cudów natury rozszalała się na całego dyskusja o powstaniu Mazurskiego Parku Narodowego. Szczególnie po apelu Tygodnika Powszechnego i Gazety zaczynam mieć co do tej burzy mieszane uczucia. Kolejny raz bowiem zamiast merytorycznej dyskusji zainteresowanych środowisk i osób decyzyjnych mamy słowną i medialną wojnę jednych z drugimi (niemal jak w przypadku obwodnicy Augustowa).
Pozwalam sobie w tej dyskusji wziąć udział, jako że sam mieszkam na Mazurach a nadto odwiedzam w każde wakacje same serce Mazur, czyli teren Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Proponowany obszar Mazurskiego Parku Narodowego to 34 tys. ha (przy obecnych 54 tys. ha, które zajmuje Mazurski Park Krajobrazowy). Park narodowy miałby objąć tereny gmin: Mikołajki, Piecki, Ruciane-Nida, Orzysz, Pisz i Świętajno. W tych gminach przyroda jest już chroniona w ramach Mazurskiego Parku Krajobrazowego i unijnego systemu ochrony przyrody - Natura 2000. Dla niektórych samorządowców to wystarczy.
Wiadomo, że dziesiątki ludzi mających intratnie położone działki lub własne biznesy będą temu niechętne, podobnie jak zarabiające na drewnie leśnictwa i samorządy, które wolałyby swoje inwestycje prowadzić bez żadnych ograniczeń. Ale zastanówmy się czy o to nam chodzi? Czym będą mazury bez krajobrazu i przyrody???
To bzdura, że samorządy mają wyrazić zgodę na powstanie Parku (czytaj zdecydować) jak sugerują przedstawiciele rządu (spychając sprytnie odpowiedzialność za brak decyzji w tej materii). Decydować może rząd. Tymczasem minister środowiska prof. Maciej Nowicki popiera pomysł utworzenia parku, ale jednocześnie twierdzi, że bez zgody samorządów park nie może powstać. Jednocześnie nie zająknął się czy znajdzie się kasa na Park z budżetu państwa i rekompensaty dla gmin. A przecież to nie jedyne miejsce gdzie mówi się o powstaniu tej formy ochrony przyrody (w fazach projektów są: Jurajski Park Narodowy, Turniczki Park Narodowy). Każde takie miejsce to kolejne wydatki dla budżetu państwa.
Czemu w taki sposób prowadzić dyskusję? Czemu nie przedstawić gminom również korzyści płynących z powstania Parku i namawiać do edukacji, której owocem może być akceptacja społeczna dla tego pomysłu?
Decyzja o utworzeniu Parku to również decyzja o dużej ilości turystów z całego świata corocznie najeżdżających Mazury. Notabene nie biorą pod uwagę tego ekolodzy krzyczący gwałtownie o konieczności powstania Parku.
Mazury posiadają olbrzymie możliwość promocji oczywiście przy spełnieniu określonych warunków m.in.: budowie międzynarodowego portu lotniczego w Szymanach, promocji sportów całorocznych (myślistwo, wędkarstwo, narciarstwo, bojery, kajaki), wyeksponowaniu pielgrzymkowych walorów Warmii i Mazur (Gietrzwałd, Św. Lipka, Wzgórze św. Brunona). Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o żeglarskich walorach mazurskiej krainy – tym bardziej, jeśli dostrzeżemy unikalność kanału ostródzko – elbląskiego a także możliwości płynące z przekopu mierzi wiślanej i istnienia KANAŁU MAZURSKIEGO, który w bliższej lub dalszej przyszłości może być naszym oknem na Wschód.
Przy dobrej koncepcji promocji tego produktu turystycznego, jakim niewątpliwie są Warmia i Mazury w niedługim czasie wprowadzać będzie trzeba limity wejść do parku (podobnie jak obecnie w Tatrzańskim Parku Narodowym) by uchronić przyrodę parku.
Sam nie wiem co powoduje osobami biorącymi udział w tej dyskusji. Czy patrzeć mamy krótkowzrocznie jak część samorządów, marzących o dużych inwestorach, na których w zasadzie i tak nie ma szans. Czy jak ekolodzy, którzy niemal nie przyjmują do siebie, że aby chronić przyrodę czasami wystarczy zwiększać nakłady finansowe na ochronę przyrody, a nie koniecznie tworzyć kolejna jednostkę administracyjną?
Ja żyje jednak świadomością, iż zamiast zbierać jagody mieszkańcy regionu powinni dostawać preferencyjne kredyty na zakładanie własnych gospodarstw agroturystycznych, campingów, wypożyczalni sprzętu etc. czyli być głównymi beneficjentami zwiększonej ilości turystów na mazurach.
P.S. Polecam również letni 14-ty numer kwartalnika “Myśl.pl”, w którym znaleźć można fragmenty archiwalnej publikacji Jana Gwalberta Pawlikowskiego “Kultura i natura” – może ten mądry Polak, który zapoczątkował już w 1913 sposób myślenia charakterystyczny dla dzisiejszej ekoetyki oświetli trochę nasze umysły, myślące głównie perspektywą pieniądza.
